Współpracujemy z:





Polski Snooker

 

European Open 2004

White w finale, Maguire w siódmym niebie.

Cała snookerowa śmietanka przybyła na niewielką wyspę położoną w sercu Morza Śródziemnego, żeby wyłonić ze swego grona zwycięzcę jedynego rozgrywanego poza Wielką Brytanią turnieju rankingowego. Nie zabrakło żadnej z gwiazd. Pojawili się: Hendry, Williams, O’Sullivan, Higgins, Hunter, White i Davis. Wygrał... Stephen Maguire.

Ten 22-letni Szkot nigdy wcześniej nie przebił się nawet do finałowej ósemki ważnego turnieju. Największe dotychczasowe osiągnięcie to amatorskie mistrzostwo świata w roku 2000. Mając 15 lat został sparing-partnerem samego Stephena Hendrego, który typował Maguire’a na przyszłego regularnego zwycięzcę. Młody fan Celticu Glasgow jednak przez długi czas, owszem regularnie, ale przegrywał. Dziś za to może być dumny ze swojej konsekwencji. „Ćwicząc dzień w dzień ze Stephenem Hendrym, wielka krzywda przytrafić ci się nie może” – powiedział po wygranym finale. „Bardzo dużo się od niego nauczyłem. Mimo wszystko wciąż trzeba efekty tej nauki udowadniać sobie samemu na snookerowym stole”. I udowodnił – nie tylko sobie, ale i kibicom. A nade wszystko Jimmy White’owi.

White’a przypadki ze Szkotami
W latach 90-tych, Jimmy White bardzo chciał, ale jeszcze bardziej nie mógł zdobyć Mistrzostwa Świata. Aż 4-krotnie w finale najważniejszej snookerowej imprezy pokonywał go Stephen Hendry. Ci dwaj wielcy gracze spotkali się również w European Open – już po raz czwarty w bieżącym sezonie. Zwyciężył White poprawiając bilans wzajemnym pojedynków na 3:1. „Wygrałem z Hendrym, teraz mogę zmierzyć się z każdym” – mówił White, który nie może doczekać się rankingowego zwycięstwa od 1992 roku. Na potwierdzenie swoich słów, w ćwierćfinale ograł bardzo dobrze spisującego się ostatnio Australijczyka Neila Robertsona. Dalej – w najciekawszym meczu turnieju – sprawił dużą przykrość miejscowej publiczności eliminując najlepszego maltańskiego sportowca, Tony’ego Drago. Dla White’a był to bardzo nietypowy pojedynek – rzadko się zdarza, żeby kibice nie trzymali jego strony. Tym bardziej wydawał się być murowanym faworytem finału z 41-szym na liście rankingowej Maguirem. Na szczęście dla sportu i bookmacherów, to nie miejsce na rankingu decyduje o wyniku meczu. Rezultat 9:3 dla Szkota mówi sam za siebie. Najwyraźniej to nie Hendry jest utrapieniem White, ale cała szkocka snookerowa nacja. Dopóki „poznańscy zesłańcy” będą trafiać na White’a w turniejach, dopóty Anglikowi będzie szło co najwyżej... w kratkę.

Faworyci wybrali słońce
Wysoka temperatura – ponad 20°C – niespecjalnie zachęca do gry w snookera. I chyba tylko w ten sposób można tłumaczyć fatalną postawę tych, którzy w European Open 2004 mieli odgrywać najważniejsze role. Walijczycy – Mark Williams i Matthew Stevens – łącznie wygrali na Malcie jednego frejma. Stephen Hendry i Paul Hunter przebyli całą Europę tylko po to, żeby zebrać punkty za pierwszą rundę. Nieszczęściem tego drugiego mogą okazać się jego ostatnie sukcesy. „Wciąż jestem pod wrażeniem wydarzeń w Masters” – powiedział po swoim jedynym zwycięstwie na Malcie Paul Hunter, który trzy tygodnie wcześniej efektownie wygrał turniej na Wembley – „Dostałem nagranie wideo z BBC i wciąż je oglądam, żeby przypominać sobie jak do tego doszło!”. Być może zimny prysznic od Tony’ego Drago (gładkie zwycięstwo 5:2) pomoże Hunterowi obudzić się z tego narcystycznego snu i – dla dobra Anglika – oby nastąpiło to przed kwietniowymi Mistrzostwami Świata. Broniący tytułu European Open Ronnie O’Sullivan dotarł zaledwie (jak na tego gracza) do ćwierćfinału. Trzeba jednak przyznać, że i tak jest najrówniej grającym w tym sezonie zawodnikiem. Do tego szczęście postanowiło trzymać się bliżej Stephena Lee w przegranym przez O’Sullivana meczu 4:5. Sekstet tych-którym-miało-się-udać-ale-nie-wyszło uzupełnia John Higgins. Jego sytuacja jest jednak nieco odmienna. Ostatni turniej wygrał w 2001 roku i do dziś nie może się przełamać. Turniej na Malcie zaczął tak pięknie, jak piękną jest ta wyspa. Wygrał kolejnych 12 frejmów – dwa zwycięstwa po 5:0 i dwie pierwsze partie meczu z Maguirem. Jednak chwilę później nie trafił kilku łatwych bil i fortuna się odwróciła. Ostatecznie przegrał ze Szkotem 3:5. Rozczarowany Higgins powiedział tylko „Zacząłem dobrze, ale w trzecim frejmie nie wykorzystałem dogodnych okazji. Nie mogę wynieść wielu pozytywów z tego turnieju. To były po prostu takie same zawody jak cała reszta sezonu w moim wykonaniu”.

Azja w dół, Australia w górę
Ostatnio dużo dobrego mówiło się o Azjatach. Tym razem nie dali powodów do satysfakcji skośnookim fanom. Marco Fu przegrał swój pierwszy mecz z O’Sullivanem 1:5. Bliższy sukcesu był James Wattana, ale po dobrym meczu uległ innemu weteranowi o tych samych inicjałach, Jimmy White’owi 4:5. Znacznie wyżej skakały za to australijskie kangury. Quinten Hann i Neil Robertson dotarli do ćwierćfinałów. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się, żeby dwóch Australijczyków grało w najlepszej ósemce jednego turnieju. Co ciekawe – gdyby obaj wygrali swoje mecze, spotkaliby się w półfinale, co z kolei dawałoby gwarancje udziału jednego z nich w finale. Taki też scenariusz przewidywał Hann: „Drabinka turniejowa stwarza mi i Neilowi dużą szanse zagrania we wspólnym półfinale. Uważam, że jesteśmy faworytami naszych spotkań”. Rzeczywistość pozostała jednak głucha na proroctwa Hanna – który jeszcze nigdy nie doszedł do najlepszej czwórki rankingowego turnieju grając już po raz ósmy w ćwierćfinale – i do spółki z Robertsonem wygrali tylko 4 frejmy w swoich spotkaniach. Należy im się jednak duże uznanie, jak choćby te skierowane pod adresem Robertsona przez samego Jimmy White’a: „Neil będzie się liczył i to przez długi czas. Doskonale prowadzi kij i nie ma takiego zagrania, którego nie byłby w stanie wykonać”.

Tony Drago – wielki turniej i mały niedosyt
Tony Drago tryskał humorem, przyciągał publiczność, grał efektownie i co najważniejsze skutecznie. W jedynym swoim meczu eliminacyjnym do European Open, który – dzięki przychylności władz snookera – rozegrano na Malcie, Drago i Adrian Gunnell podzielili się sprawiedliwie czterema frejmami pierwszej sesji. Druga, decydująca zapowiadała się ekscytująco. I taką była – przez całe 25 minut jej trwania, w ciągu których Maltańczyk wygrał 3 potrzebne do zwycięstwa frejmy! Po ciężkim meczu z McManusem (5:4) a przed spotkaniem z Paulem Hunterem żartobliwie wypowiadał się na temat swoich szans: „Paul Hunter jest świetnym graczem, ale moje szanse rosną ponieważ nie przyjechała z nim jego dziewczyna! Lepiej dam wygrać mu parę pierwszych frejmów, bo najgroźniejszy jest wtedy, kiedy kilkoma przegrywa”. Drago ostatecznie tytułu nie zdobył, ale na nowo zdobył serca miejscowej publiczności. Nawet w przegranym 4:6 półfinale z Whitem pokazał charakter doprowadzając od stanu 1:5 do 4:5. Zabrakło niewiele. „Skutecznie wróciłem do meczu. Czułem, że gdybym dostał jeszcze jakieś szanse, wygrałbym mecz 6:5 w ciągu następnych 15 minut” – powiedział 38-letni Drago, po stracie być może jednej z ostatnich szans na pierwsze rankingowe zwycięstwo w karierze.

Kto to jest Stephen Maguire?
Zwycięzca tegorocznego European Open dołączył do grona zawodowców w 1998 roku. W ciągu blisko sześciu lat zarobił nieco ponad 100 tys. funtów. Podczas tygodnia spędzonego na Malcie – połowę tej kwoty. W najbliższą sobotę (13 marca) będzie obchodził swoje 23 urodziny i z całą pewnością nie tylko tort będzie efektowny. Gdyby Maguire był już uznanym zawodnikiem, można by powiedzieć, że wygrał z klasą. Fantastyczny come-back w meczu z Joe Perrym (od 1:4 do 5:4), zwycięstwo z rozpędzonym Higginsem, najwyższy break turnieju (137 punktów), wreszcie pewny triumf w finale nad Whitem, za którym tradycyjnie murem stali kibice. Ale Maguire nie ma jeszcze tytułów ani wyrobionej marki, więc rozsądek cynicznie podpowiada, że młodemu Szkotowi po prostu się udało. Jeżeli „uda się” jeszcze kilka razy, to Maguire będzie mógł zapomnieć o swoich obawach o przyszłość: „Nie chcę być jednym z tych graczy, którzy wygrali turniej, a potem zniknęli”. Niech dalej sparuje z Hendrym, niech dalej słucha rad trenera Terry’ego Griffithsa. Być może na Malcie narodziła się nowa (Szkocka) gwiazda. Oby. Najbliższa okazja do zweryfikowania już za tydzień – eliminacje do Mistrzostw Świata. A potem Irish Masters.
Przemek Kruk

TABELA
Finał

Stephen Maguire – Jimmy White 9:3
W pierwszym frejmie Maguire robi w breaku 96. Drugi partia to pech White’a – mając 44 punkty rozbija z niebieskiej czerwone. Jedna z nich wpada. Faul, do stołu wraca Szkot i robi 72. W trzecim frejmie pada największy break turnieju – 137 Maguire’a. Przy 3:0 w partiach i 54-23 Maguire wbija trudną, ostatnią czerwoną, co pomaga mu objąć prowadzenie w przerwie pierwszej sesji 4:0 Piąty frejm i druga setka Szkota – tym razem 103. Szóstą partię White przegrywa w rzadko spotykanych okolicznościach. Przy stanie 43-6 dla Robertsona i sześciu czerwonych na stole, White – mając bezpośredni dostęp do czerwonych bil – dwukrotnie fauluje zagrywając od bandy. Przy trzeciej próbie kieruje białą już bezpośrednio do granej bili. Uderza jednak za lekko popełniając trzeci z rzędu faul i Jan Verhaas ogłasza partię dla Robertsona. Siódmy frejm rozstrzyga się na bili czarnej. White pudłuje cięcie do środka. Zostawia kulę przy kieszeni, ale biała jest ustawiona tak, że Maguire przy bezpośrednim zagraniu nie ma szans na wbicie. Odbija białą od krótkiej bandy licząc na to, że trafi w czarną i wtoczy ją do środkowej kieszeni. Myli się minimalnie popełniając faul. White wreszcie zapisuje sobie wygranego frejma. Ostatnia partia pierwszej sesji zaczyna się od prowadzenia Anglika 50-0. Nie trafia czerwonej, a Maguire wbija 62 i pierwsza sesja kończy się jego prowadzeniem 7:1. Do zwycięstwa potrzebuje już tylko dwóch partii. Wieczorną sesję White rozpoczyna breakiem 78 punktów, który daje mu zwycięstwo w partii. Frejm 10-ty dla Maguire’a dzięki podejściom 45 i 32 punkty. Następna partia przynosi White’owi szansę na najwyższego breaka turnieju – przy 125 i osiemnastu na stole, White nie trafia jednak prostej niebieskiej. 8:3 i była to ostatnia wygrana partia Anglika. W 12-tym frejmie Maguire robi 57, potem dokłada 29 i wygrywa mecz. (wróć do drabinki)

Półfinały

Stephen Maguire – Stephen Lee 6:4

Bardzo przeciętne spotkanie. Po 6-ciu frejmach jest 3:3. Właśnie w szóstej partii Maguire robi 72 – najwyższy break meczu. Następne dwa wyrównane frejmy dla Szkota. Prowadząc 5:3 i 33-9 w dziewiątej partii, Maguire nie trafia czarnej z punktu. Breaki 38 i 28 pomagają Stephenowi Lee przedłużyć nadzieje na finał. Jednak Maguire wbija w dziesiątej partii ładne 69 i zostawia po sobie dobre wrażenie awansując do finału. (wróć do drabinki)

Jimmy White – Tony Drago 6:4

Pierwszego frejma wygrywa White breakiem 42. Druga, wyrównana partia też dla Anglika. 78 daje mu trzecią prowadzenie 3:0. Tony Drago wreszcie wbija 41 w czwartym frejmie i wygrywa swoją pierwszą partię półfinału. W kolejnej też ma szanse. Nie trafia jednak łatwej, ostatniej czerwonej i White czyści stół. W następnej partii Anglik wbija 104 w jednym podejściu i robi się już 5:1. Nie mając nic do stracenia, Drago nagle zaczyna grać lepiej. Break 84 w partii siódmej i 44 po błędzie White na odstawnej w ósmym frejmie powodują, że jest już tylko 5:3. Dziewiąta partia trwa zaledwie 5 minut – 109 punktów w wykonaniu Drago na dobre już rozbudza nadzieje publiczności. Jednak nienajlepsza odstawna Maltańczyka daje szanse White’owi, który wbija 86 i awansuje do finału turnieju rankingowego po raz pierwszy od British Open 2000. (wróć do drabinki)

Ćwierćfinały

Stephen Lee – Ronnie O’Sullivan 5:4

Break 56 w pierwszym frejmie daje O’Sullivanowi prowadzenie 1:0. Lee odpowiada 80 punktami w drugiej partii. Następnymi dwoma wyrównanymi frejmami zawodnicy dzielą się sprawiedliwie. Ronnie próbuje sczyścić stół w piątej partii. Wbija różową uwalniając spod bandy ostatnią czerwoną, która nieszczęśliwie wpada do kieszeni. Lee wykorzystuje szansę i to on obejmuje prowadzenie 3:2. O’Sullivan szybko doprowadza do kolejnego remisu – głównie dzięki efektownym wbiciom na ostatniej czerwonej i żółtej. W siódmej partii Ronnie wbija 55. Lee rewanżuje się breakiem 59 doprowadzając do decydującej rozgrywki. O’Sullivan w dwóch punktowych podejściach uzyskuje jednak tylko 36 punktów. Lee wbija 46, ale pudłuje ostatnią czerwoną. Wymiana odstawnych, w której górą jest Stephen Lee – wbicie żółtej i zielonej powoduje, że O’Sullivan potrzebuje snookera. Walczy, ale długa niebieska pieczętuje awans Stephena Lee. (wróć do drabinki)

Stephen Maguire – John Higgins 5:3

Po dwóch partiach jest 2:0 dla Higginsa dzięki breakom 48 i 83. W trzecim frejmie popełnia jednak kilka błędów na łatwych wbiciach i Maguire wygrywa na brązowej. Breaki 45, 65 i 51 pozwalają młodszemu ze Szkotów objąć prowadzenie 4:2. W następnej partii prowadząc 40-11 nie wykorzystuje doskonałej szansy na zakończenie spotkania. Na swoje szczęście nie musi długo czekać na kolejną okazję – break 50 w ósmej partii zapewnia Maguire’owi niespodziewane zwycięstwo. (wróć do drabinki)

Jimmy White – Neil Robertson 5:3

Efektowny początek Robertsona – równe 100 punktów w jednym podejściu w pierwszej partii. Druga – wyrównana i ostatecznie dla White’a. W następnych dwóch Anglik wbija 103 i 98 obejmując prowadzenie 3:1. Piąty frejm rozstrzyga się na bili czarnej – znów lepszy jest White, który potrzebuje już tylko jedną partię. W siódmym frejmie prowadzi 56-0, ale Robertson odpowiada breakiem 67. Dzięki błędom White’a wygrywa też kolejną partię i jest już tylko 4:3. W końcówce dziewiątego frejma Australijczyk zagrywa niezłą – wydawałoby się – odstawną. White jednak wbija fantastyczną, długą czerwoną i po chwili pieczętuje swoje zwycięstwo. (wróć do drabinki)

Tony Drago – Quinten Hann 5:1

Łatwe zwycięstwo Tony’ego Drago. Wprawdzie pierwszą partię wygrywa dopiero po dogrywce na czarnej, ale w kolejnych trzech Quinten Hann jest bezradny. Podtrzymał jeszcze szanse na nawiązanie walki dzięki breakowi 48 w piątym frejmie doprowadzając do stanu 4:1. Frejm szósty to 40 punktów w podejściu ze strony Drago i efektowny zakończenie – różowa dublem do długiej kieszeni. Na widowni euforia.

Patron medialny


International Billiards
& Snooker Federation

 


Strona główna | Nasze serwisy | Napisz do nas | Forum | Reklama | kei.pl | Galerie  | Polityka cookies
Copyright 2004-2013 PZSiBA * SYS PECKER 2004-2006